ŚNIEŻKA
Zgubiłam się…
od kilkunastu minut siedzę na tym samym pniu zastanawiając się jak mam wrócić.
Telefon mi nie działa, zboczyłam ze szlaku, a zaraz zrobi się ciemno .
Wpadam w lekką panikę.
„Czemu do cholery tak późno wyszłam z tego schroniska???”
Wyruszenie na górski szlak o 11.00 rano, mając w planie przejście co najmniej kilkunastu kilometrów, raczej nie było mądrym pomysłem.
Nawet w lecie.
Jak tak dalej pójdzie to będę musiała tutaj zostać na noc.
Przechodzi mnie zimny dreszcz na samą tę myśl i prawie chce mi się płakać. Przyjemna wycieczka nagle zmieniła się w jakiś pieprzony koszmar.
Podskakuję nerwowo kiedy za plecami słyszę niepokojący szelest.
Odwracam się natychmiast i oddycham z ulgą widząc niepozorną staruszkę z koszykiem w ręce.
– Ale mnie pani wystraszyła – uśmiecham się do niej przyciskając dłoń do piersi, bo serce wciąż wali mi jak oszalałe.
– Spokojnie skarbeńku, to tylko ja – odpowiada odsłaniając w uśmiechu nierówne, zniszczone zęby.
– Pewnie nie umiesz znaleźć drogi powrotnej?
– Tak, dokładnie – ożywiam się natychmiast – Nie pamiętam kiedy zboczyłam ze szlaku. Szłam za znakami ale w pewnym momencie zniknęły.
– Nawet nie wiem jak trafiłam na tę polanę.
– To pewnie te głupie dzieciaki. Przestawiają kierunki dla zabawy – macha ręką lekceważąco jakby to było bez znaczenia.
– Choć. Pokażę ci jak masz wrócić.
Zrywam się natychmiast z miejsca nie mogąc uwierzyć we własne szczęście.
Nawet nie pytam skąd się ta kobieta tutaj wzięła i dokąd idzie.
Chcę jak najszybciej wrócić do domu i zapomnieć o tej niefortunnej wycieczce.
– Jesteś głodna? – pyta gdy jesteśmy z powrotem na głównej ścieżce.
– Trochę tak – odpowiadam słysząc jak burczy mi w brzuchu.
Przez tę całą sytuację nie jadłam od kilku godzin.
– Mam tylko jabłko.
– Dobre i to – sięgam po nie, rzucając jej krótkie, wdzięczne spojrzenie.
Na sekundę coś w jej wyrazie twarzy się zmienia.
Przechodzi przez nią cień czegoś nieprzyjemnego, jakby złowrogiego.
Zrzucam to na wyobraźnię i wgryzam się w owoc.
Czuję, jak mnie obserwuje.
– mhmm…Pyszne – mruczę z pełnymi ustami.
– Nawet nie wiesz jak bardzo – odpowiada spokojnie nie spuszczając ze mnie wzroku.
Odgryzam kolejny kęs, a świat nagle zaczyna wirować.
Nogi mi miękną i tracę równowagę.
Upadam.
Ostatnie co do mnie dociera to skrzekliwy śmiech staruszki i ciemność…
C D N
