mikołaj
Intensywnego Nowego Roku 2026!
Niech Wenus w Byku czuwa nad Twoimi pragnieniami.
Resztę… zostaw Mikołajowi. 🎄🔥
✦ ✦ ✦
Rozglądam się po kuchni oceniając swoją dotychczasową pracę.
„Nieźle”.
W głowie odhaczam kolejne punkty.
„Został tylko barszcz, kompot z suszu i gotowe”
Uśmiecham się zadowolona.
Mam jeszcze trochę czasu, żeby posprzątać ten bałagan i się ogarnąć.
Marcin wróci późno.
Jak co roku bawi się w świętego Mikołaja.
Mamy na naszym osiedlu taką tradycję, że w wieczór przed wigilią, jeden z sąsiadów, chodzi po domach i rozdaje prezenty dzieciom.
Niby zabawa dla wszystkich, ale to zazwyczaj mój mąż jest tym, który się przebiera i wyrabia nadgodziny.
Nie wnikam, choć mnie to wkurza.
Ale, skoro to lubi…
Staję przed stołem, zapełnionym lukrowanymi pierniczkami, gdy nagle to czuję.
Mocne, męskie dłonie oplatające mnie w pasie.
Sztywnieję na moment.
– Byłaś grzeczna w tym roku? – niski głos szepcze mi do ucha.
Czuję, jak napiera na moje ciało.
Rozluźniam się natychmiast i uśmiecham pod nosem.
– Nie panie Mikołaju.
– Oj, to niedobrze – przesuwa rękę na moje pośladki. – Jak często byłaś niegrzeczna?
Zjeżdża nią w dół, łapiąc za spódnicę i podciągając ją do góry.
Przyjemny dreszcz przeszywa moje ciało.
– Bardzo często – wzdycham.
Jego palce suną leniwie po moim udzie.
– W takim razie musimy coś z tym zrobić.
Wymierza mi lekkiego klapsa, a ja wzdrygam się zaskoczona.
– Naprawdę musimy? – wystękuję
Głaszcze moje pośladki. Mój oddech przyśpiesza. Wsuwa palec pomiędzy.
Łapie za stringi i naciąga je lekko.
Cichy jęk opuszcza moje gardło, gdy materiał majtek, wżyna się w moje wrażliwe miejsce. Stanowczym ruchem zrywa je ze mnie, a ja piszczę zaskoczona.
– Nie pozostawiasz mi wyboru – odpowiada surowym tonem.
Zrzuca na ziemię wszystkie ciastka.
Nawet nie zdążę zaprotestować, gdy jego silna dłoń zmusza mnie , bym pochyliła się nad stołem.
Opiera mi głowę o chłodny blat, a drugą ściąga spódnice.
Jestem do polowy naga.
Uklęka za mną.
Czuję jak jego gorące wargi palą moją skórę. Wysuwa wilgotny język, wtapiając go pomiędzy moimi nogami.
Wzdycham głośno, gdy mam go pod sobą.
– Chcę poczuć cię bliżej – mruczy podniecony.
Jego bezpośredniość wprawia mnie w osłupienie.
Oblewam się palącym rumieńcem, choć wiem, że propozycja trafiła dokładnie tam, gdzie powinna.
Opieram się przez chwilę, aż w końcu pozwalam, żeby opór całkowicie zniknął.
Łapie moje pośladki i zatapia twarz pomiędzy moimi nogami.
Drażni czubkiem języka moje wejście.
Bawi się nim. Powoli.
Testuje.
Sprawdza, na ile jeszcze może sobie pozwolić.
Czuję jak gorący prąd przeszywa moje podbrzusze.
Jest mi dobrze, bardzo dobrze.
Rytmicznie poruszam biodrami, jęcząc głośno i prosząc go o więcej.
Wsadza go głębiej, szybciej.
Opieram dłonie o blat, bo nogi robią się pode mną miękkie jak z waty.
Muska mój wrażliwy punkt rozpalonym czubkiem, a ja wybucham, tracąc kontrolę. Fale przyjemnego ciepła zalewają moje ciało, a ja jęczę, pozwalając temu uczuciu, całkowicie mnie pochłonąć.
Przytulam twarz do blatu i uspakajam rozedrgany oddech.
Mikołaj wstaje i mruczy pod nosem.
– Do zobaczenia za rok mała.
Słyszę, jak wychodzi, zatrzaskując za sobą drzwi.
Prostuję się, wciąż oszołomiona tym, co wydarzyło się przed chwilą.
„Co go napadło?” – przemyka mi przez myśl gdy idę do łazienki.
✦ ✦ ✦
Schodzę ze schodów osuszając ręcznikiem mokre włosy. Marcin właśnie wchodzi do domu.
– Hej! Co tak wcześnie? – pytam zaskoczona
– Aaa, udało mi się szybciej wyrwać – odpowiada zadowolony.
Spoglądam na niego roziskrzonymi oczami.
– Hhhhmm. Przyznaj po prostu, że Mikołaj się stęsknił.
– Mikołaj???? pyta zdziwiony.
– Aaaa, chodzi ci o sąsiedzką tradycję.
– Nie, w tym roku to nie ja byłem Mikołajem.
Wpatruję się w niego osłupiała.
– Jak to nie byłeś Mikołajem? Przecież co roku jesteś????
– W tym roku nie dałem rady.
– Zastąpił mnie ten nowy sąsiad, wiesz, ten młody student co się niedawno wprowadził.
– Poprosiłem go w ostatniej chwili, bo wiedziałem że się nie wyrobię.
Zalewa mnie fala gorąca, a wstyd miesza się z niedowierzaniem.
„Nie wierzę, kurwa, nie wierzę…”
Serce wali mi jak oszalałe.
Odwracam od niego głowę, bo nie potrafię mu spojrzeć w oczy.
Marcin zdaje się tego nie zauważać.
– Jest coś do jedzenia?
– Tak, pełna lodówka – odburkuję.
– Przejdę się na spacer.
– Pewnie, idź, ochłoń. Cały dzień spędziłaś w tej kuchni, przyda ci się trochę świeżego powietrza.
– Aaa, a jak spotkasz tego Mikołaja to mu podziękuj.
– Za co? – pytam ostrożnie.
– Za to, że mnie zastąpił.
koniec
