fragment opowiadania "CZERWONY KAPTUREK"



Męski głos dociera do mnie z drugiej strony ulicy.

Marszczę brwi i osłaniam oczy dłonią, próbując dostrzec, kto zmierza w moją stronę.

– Tak też myślałem, że to ty.

Kiedy podchodzi bliżej, rozpoznaję go niemal natychmiast.

– Dzień dobry, panie profesorze.

Przesuwam dłoń po ławce i poprawiam się niezgrabnie,

Mężczyzna zatrzymuje się tuż przede mną.

Uśmiecha się lekko.

– Relaksujesz się na słońcu? – pyta spokojnie.

To zwyczajne pytanie.

Normalne, a jednak coś w jego tonie sprawia, że mam wrażenie, jakby sama jego obecność nagle odbierała mi swobodę.

Jego wzrok przesuwa się na moją rękę spoczywającą na ławce.

Natychmiast cofam ją na kolana.

– Czekam na koleżankę.

Kiwa głową, jakby przyjął odpowiedź do wiadomości.

Już wydaje mi się, że odejdzie, kiedy ponownie wbija we mnie spojrzenie, a ja wstrzymuję na chwilę oddech.

– Nie było cię dziś na zajęciach.

Zastygam.

Jakim cudem to zauważył?

Na jego wykłady przychodzą setki studentów.

– Nie mogłam przyjść. Sprawa prywatna.

Posyłam mu krótki, uprzejmy uśmiech, licząc, że to zakończy temat.

– Rozumiem.

Rzuca obojętnie choć jego twarz zdradza coś zupełnie innego.

Zaciskam mocniej palce na pasku torby marząc, żeby w końcu sobie poszedł.

Jego spojrzenie opada na czerwony materiał leżący obok mnie.

– Ładny kostium.

Wskazuje lekko głową strój Czerwonego Kapturka.

– To na Halloween – odpowiadam szybko.

– Aha…

Przez chwilę milczy.

– Na pewno będzie ci w nim bardzo do twarzy.

Dreszcz przebiega mi po plecach.

– W każdym razie miło było cię zobaczyć, Leno.

Moje imię wypowiada wolniej, z wyraźnym naciskiem.

Potem odwraca się i rusza w stronę katedry.

– I nie zapomnij pojawić się na kolejnych zajęciach!

Patrzę za oddalającą się sylwetką profesora, czując, jak kolejny nieprzyjemny chłód rozlewa się po moim ciele mimo ciepłego słońca.

Sięgam po kostium i szybko wstaję z ławki.

Ochota na dalsze opalanie znika razem z nim…

 

Przewijanie do góry