fragment opowiadania "piękna i bestia: noc w górach"

 

Iwo rozmawia z recepcjonistką. Zatrzymuję się w bezpiecznej odległości za nim, udając, że sprawdzam coś w telefonie.

– Zapraszam panią – słyszę nagle głos pracownika, który nie wiadomo skąd pojawił się za biurkiem.

Podchodzę z ociąganiem i staję obok niego.

– Chciałam się zameldować.

– W takim razie imię i nazwisko, proszę, oraz dokument tożsamości.

„Cholera” jęczę w myślach.

Patrzę na niego enigmatycznym wzrokiem, z miną, jakby pytał, czy wierzę w ufoludki, po czym niechętnie odpowiadam ściszonym głosem:

– Izabella Wrzesińska.

Czuję ruch obok siebie. Ukradkowe spojrzenie Iwo.

Wie już, kim jestem. A teraz wie również, że dotarłam do hotelu – i to dokładnie w tym samym momencie co on.

Komuś tam na górze musiałam nieźle podpaść, skoro tak bezczelnie sobie ze mnie pogrywa.

– Ooo… to państwo w takim razie są razem – mówi uprzejmym tonem recepcjonista.

– Nie, nie – zaprzeczam natychmiast, zanim Iwo zdąży się odezwać. – Pracujemy w tej samej firmie, ale pobyt spędzamy osobno.

Znów czuję jego spojrzenie na sobie.

No chyba nie myślał, że rzucę mu się na szyję i przywitam jak ze starym znajomym. Zresztą niech myśli, co chce. Przyjechałam tu, żeby się zrelaksować i odpocząć, a nie bawić w integrację z dziwakiem.

– Hmmm… – recepcjonista marszczy czoło. – Rozumiem jak najbardziej, natomiast mają państwo zaplanowane wspólne atrakcje.

– To proszę je odplanować! – wypalam zbyt ostro. – Na pewno da się coś w tej kwestii zrobić.

Słyszę odchrząknięcie obok, ale niezrażona kontynuuję:

– Ja osobiście nie muszę korzystać z każdej z nich. Sama też świetnie daję sobie radę.

Znów słyszę odchrząknięcie z jego strony.

Coś ma, kurwa, z gardłem czy jak?

– Rozumiem – recepcjonista obrzuca mnie i Iwo zmieszanym spojrzeniem. – Mogę zmienić dla państwa plan, natomiast jedyna rzecz, której nie mogę zmienić, to jazda na skuterach śnieżnych.

– Kiedy? – pytam.

– Za dwa dni. W środę.

– Okej – mówię. – Każdy jedzie na swoim, rozumiem?

– Nie – odpowiada ostrożnie recepcjonista. – Jadą państwo na jednym. Razem.

Słyszę obok zduszony śmiech. Co za palant. Bawi go ta cała sytuacja. Moja niechęć do niego sięga teraz zenitu.

– Dobrze… niech będzie – wzdycham z rezygnacją.

– Dobrze – powtarza pracownik. – Wyjeżdżają państwo punkt dziewiąta rano. Proszę się ciepło ubrać. Będzie ognisko w lesie i obiad serwowany na miejscu. A tutaj pani klucze do pokoju 212, na drugim piętrze.

– Życzę miłego pobytu.

– Dzięki – odburkuję.

Łapię za walizkę i odwracam się w stronę windy. Iwo podchodzi za mną.

„Nie może się przejść schodami…?” przewracam oczami.

Wchodzę do środka i naciskam drugie piętro. Widzę, jak on wciska jedynkę. Winda rusza, a my stoimy obok siebie w milczeniu. Zatrzymuje się na pierwszym piętrze, drzwi się otwierają.

Prostuję się, obserwując, jak wychodzi. Spogląda na mnie – i wtedy to dostrzegam.

Długą, brzydką bliznę na jego policzku.

Wzdrygam się, zbyt długo skupiając na niej wzrok. Widzę, jak jego twarz tężeje, a w oczach narasta panika. Natychmiast odwraca się do mnie plecami, przyspieszając kroku i oddalając się w stronę swojego pokoju.

Stoję nieruchomo, zszokowana tym, co przed chwilą zobaczyłam.

Jakieś dotąd nieznane uczucie narasta w moim żołądku, a serce przeszywa ukłucie żalu. I coś jeszcze – nieuchwytnego, nienazwanego.

Tej nocy twarz Iwo kilkukrotnie pojawia się w moim śnie. Budzę się w środku nocy niespokojna i dziwnie pobudzona. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale nie potrafię już zasnąć.

 

Nie wiedziała jeszcze, że to napięcie nie zniknie – tylko zmieni formę…

 

Pełna wersja e-booka – „piękna i bestia: noc w górach” – dostępna już w sklepie na stronie głównej. 

 

Przewijanie do góry