don't ask my name..

Podsumowując…

– Nową linią produktów chciałabym wyjść poza dotychczasową grupę wiekową.

 

Zakończyłam tymi słowami swój występ w poniedziałkowy ranek.

Siedzieliśmy z zespołem i menadżerem na comiesięcznym zebraniu, omawiając wizje reklamy i rozwoju firmy.

 

Dzisiaj była kolej na mnie.

 

Od prawie godziny produkowałam się na środku sali, prezentując swoje pomysły i przekonując pozostałych co do ich słuszności.

 

A ja miałbym kilka pytań odnośnie tej prezentacji – wyrwał się Igor.

 

„No i się kuźwa zaczyna” – przewróciłam oczami zniechęcona.

 

Igor – prawa ręka szefa i „ulubieniec” zespołu.

 

Facet, który najdłużej pracował w tej firmie, więc z automatu, rościł sobie prawo do wszelkich uwag, komentarzy i krytyki.

Oczywiście – tylko konstruktywnej – jak to miał w zwyczaju podkreślać z tym swoim fałszywym uśmieszkiem.

 

Jak ja tego gościa nie znosiłam.

 

Na sam jego widok dostawałam gęsiej skórki, a w głowie mnożyły się scenariusze w stylu:

 

„Morderstwo irytującego kolesia z pracy na 100 i jeden sposobów” –

z nim w roli głównej.

 

Gdyby tylko wiedział jak marnie w nich kończył, ten banan z jego twarzy, zniknąłby bezpowrotnie.

 

Igor spisz je i prześlij mejlem do pozostałych. Agata na pewno się do nich odniesie rozwiewając twoje wątpliwości – odparł menadżer.

Zgadza się? – zwrócił się do mnie.

Oczywiście.

W takim razie dziękuję wszystkim za spotkanie.

– Dzisiaj skończymy nieco wcześniej.

Miłej pracy i owocnego tygodnia.

 

Rzucił na odchodne, po czym wyszedł z sali szybkim krokiem.

Pozostali podążyli za nim.

Spojrzałam na Igora z triumfem w oczach.

Widać, że chciał zabłysnąć, a nieoczekiwana reakcja szefa, nie była mu na rękę.

Pewnie zaraz poleci do komputera i wysmaruje mejla na pięć stron.

 

Lizus” prychnęłam cicho i bez pośpiechu zaczęłam zbierać swoje rzeczy.

 

Tak jak się spodziewałam, nasz biurowy omnibus miał kilka zbędnych zastrzeżeń, na które z przyjemnością odpowiedziałam.

 

Jeżeli myślałeś, że popsujesz mi dzisiejszy dzień, to byłeś w błędzie kolego

popatrzyłam na niego lekceważąco, gdy wychodził pod koniec dnia z niewyraźną miną.

 

Pewnie nie tak go sobie wyobrażał, ale miałam to gdzieś.

 

Myślami byłam już w domu i szykowałam się do „randki” z moim tajemniczym @Rod80.

Poczułam ogień w brzuchu na samo wspomnienie o nim.

 

Zaczęłam pakować torbę i pośpiesznie ruszyłam do wyjścia.

 

Szybkie zakupy spożywcze i lecę do domu„.

 

Wieczorem przygotowałam sobie kieliszek wina i przebrałam się w satynową sukienkę.

Z koronkową maską i w blond peruce czekałam przed komputerem na połączenie z moim przyjacielem.

 

Równo o 21.00 kliknęłam na przychodzącą rozmowę wideo.

 

Dobry wieczór – usłyszałam niski głos, a mój tajemniczy nieznajomy pojawił się na ekranie.

 

Jak zwykle miał zasłoniętą twarz.

 

Dobry wieczór – odpowiedziałam seksownym głosem, taksując go spragnionym spojrzeniem.

 

Był wysoki, świetnie zbudowany i miał najbardziej hipnotyzujący, męski głos, jaki kiedykolwiek słyszałam.

Poznaliśmy się na portalu randkowym i od razu zaiskrzyło.

„Rod” nie zaproponował spotkania ale zabawę online.

 

Na początku nie byłam przekonana co do tego pomysłu. Chciałam znaleźć faceta nie kochanka, ale coś mnie do niego cholernie ciągnęło, coś czego nie potrafiłam nazwać, ani zrozumieć.

Jak spróbowałam raz, to po prostu przepadłam. I tak już od dwóch miesięcy.

Widywaliśmy się online trzy razy w tygodniu. Zawsze o tej samej porze. 

 

Zasada była prosta –

żadnych informacji ujawniających naszą tożsamość, zawsze nosimy maski i nie ma tematów tabu.

 

Myślałaś dzisiaj o mnie?

Cały dzień – zachichotałam.

Hhhmmm i co takiego myślałaś?

Co porabiasz kiedy mnie nie ma obok.

 

Zaśmiał się.

Ten śmiech był dźwięczny i niesamowicie pociągający.

 

Niewiele.

Ostatnio na niczym nie potrafię się skupić. Nic mnie nie obchodzi. Moje myśli krążą tylko wokół dziewczyny w blond peruce… i biustu, od którego nie mogę oderwać wyobraźni.

Peeewnie – parsknęłam z przekąsem, nie wierząc w ani jedno jego słowo.

Ale co do drugiej części się zgadzam. Jest boski. I sama bardzo go lubię.

Jak bardzo? – zapytał cicho. – Przekonaj mnie.

 

Upiłam łyk wina i bez pośpiechu położyłam dłoń na miękkiej krągłości. Zaczęłam drażnić ją przez gładki materiał, nie spuszczając z Roda wzroku.

 

Drugi jest zazdrosny – odezwał się z rozbawieniem, a jego głos nieco stężał.

 

Uniósł rękę, znikając poza kadrem, a ja podniosłam drugą dłoń. Teraz obie zajęte były tylko mną. Zobaczyłam, jak jego sylwetka napina się lekko, jak reaguje na każdy mój ruch i to wystarczyło, bym przestała się hamować.

Bawiłam się sobą powoli, zataczając palcem kręgi, ściskając, pozwalając ciału przejąć kontrolę.

Odchyliłam głowę, wystawiając się bezwstydnie.

Po drugiej stronie ekranu usłyszałam niski, zadowolony pomruk.

 

Właśnie tak… dotykaj się dokładnie tak, jak lubisz – mruknął. – A ja będę patrzył… wyobrażając sobie, że to moje dłonie.

 

Cichy jęk wymknął mi się z ust. Sama myśl o jego bliskości sprawiła, że napięcie w moim ciele wyostrzyło się natychmiast.

Jedna dłoń zsunęła się niżej. Zaczęłam poruszać się wolniej, uważniej, wsłuchując się we własny oddech i w dźwięki, które wydawał Rod.

 

Zabaw się – poprosił niskim głosem. – Chcę to słyszeć.

 

Nie przyspieszałam od razu. Pozwoliłam, by przyjemność narastała, by ciało reagowało naturalnie. Wiedziałam, że on robi dokładnie to samo i ta świadomość tylko mnie podkręcała.

 

Jeszcze chwilę… – powiedział, niemal szeptem.

Wyobraź sobie, że jestem tuż przy tobie.

 

Oderwałam jedną dłoń, unosząc ją do ust i pozwalając sobie na więcej.

Nie przestawałam się poruszać, nie przestawałam go głośno prowokować.

To podwójne napięcie stawało się nie do zniesienia.

 

Tak… właśnie tak! – wyrzucił z siebie, gdy jego głos pękł.

 

W tej samej chwili fala przyjemności przetoczyła się przeze mnie gwałtownie.

Ciało zadrżało, a ja opadłam na fotel, spokojna i odprężona.

Przez moment żadne z nas się nie odezwało.

Wiedziałam, że on czuje to samo.

 

Po chwili przerwał ciszę cicho:

Chciałbym leżeć teraz obok ciebie.

 

Wyprostowałam się zaskoczona jego wyznaniem.

To pierwsze takie słowa jakie od niego usłyszałam od kiedy się widujemy.

 

Też bym chciała – odpowiedziałam cicho.

Bardzo mi się podobasz i chciałbym czegoś więcej.

Przemyśl to na spokojnie.

Wiem, że to ja zaproponowałem taką formę znajomości ale …. -zawahał się.

Chyba się w tobie zakochałem.

Przemyśl to. Ja już muszę kończyć – dodał szybko, po czym bez pożegnania przerwał połączenie.

 

Oniemiała wpatrywałam się w czarny ekran komputera analizując co powiedział.

Chyba się w tobie zakochałem” dudniło w mojej głowie.

A czy ja byłam zakochana?

Tak szczerze to nie wiem.

Mam czas żeby to przemyśleć.

Dzisiaj za dużo rzeczy się wydarzyło. Pomyślę o tym jutro.

Jak Scarlett O’Hara

powiedziałam rozbawiona na głos i poszłam spać.

✦ ✦ ✦

Rano wstałam szczęśliwa jak nigdy.

Dobry humor dopisywał mi cały dzień. Miałam jeszcze dużo czasu na przemyślenie słów Roda.

Podświadomie wiedziałam jaką podjąć decyzję, więc nie spieszyłam się z wypowiedzeniem jej na głos.

 

Byłam tak zajęta obowiązkami w pracy, że nawet nie zauważyłam kiedy zleciało te 8 godzin, a ja zostałam dłużej niż zwykle.

Podniosłam głowę zza biurka i rozejrzałam się dookoła. Oprócz mnie i Igora, w biurze nie było już nikogo. Skrzywiłam się na jego widok i usiadłam z powrotem.

 

A ten nie ma życia prywatnego?” pomyślałam zirytowana, że też tu jest.

Tak samo jak ty” zachichotałam pod nosem.

 

Był piątek. Nie miałam żadnych planów na weekend,

a nie chciałam zostawiać niczego na poniedziałek.

Z powrotem zagłębiłam się w odpisywanie na mejle, gdy nagle wszystko zniknęło, a ekran zrobił się czarny.

 

Co jest do cholery?”

 

Schyliłam się żeby sprawdzić kabel – wszystko było w porządku.

Mocno przycisnęłam przycisk „Start” ale komputer nawet nie drgnął.

 

Czy twój komputer Igor też nie działa?! 

 

Żadnej odpowiedzi. Wstałam, żeby zobaczyć co robi ale nikogo nie zobaczyłam przy jego biurku. Podeszłam bliżej bo wydawało mi się, że jego komputer świeci i rzeczywiście był włączony.

 

Pewnie gdzieś wyszedł„.

 

Już miałam wracać na swoje miejsce kiedy mój wzrok zatrzymał się na otwartym oknie WhatsAppa i niewyraźnym zdjęciu w tle.

 

Agata, nie interesuj się. To nie twój biznes.

 

zganiłam się w myślach ale to, co zobaczyłam, nie dawało mi spokoju.

Wydawało mi się dziwnie znajome.

Pochyliłam się nad ekranem, żeby przyjrzeć się wyraźniej i odskoczyłam jak oparzona.

W otwartym okienku rozmowy, było moje zdjęcie, w koronkowej masce i blond peruce.

 

Ktoś je zrobił podczas rozmowy online…

Nie ktoś tylko Rod…

Rod czyli …

 

Ja pierdolę…! – zasłoniłam usta niedowierzając.

Co ty tutaj robisz?!!! – odskoczyłam gwałtownie słysząc za sobą rozgniewany głos Igora.

 

Doskoczył do komputera i szybko zamknął okienko komunikatora.

Nadal, bijąc się z myślami po tym co zobaczyłam, spojrzałam na niego przerażonym wzrokiem.

Stał naprzeciwko mnie czerwony ze złości.

 

Nikt ci nie wytłumaczył słowa “prywatność” i tego, że nie grzebie się w cudzych rzeczach? – wycedził przez zaciśnięte zęby.

 

Widziałam, że coś mówi ale go nie słyszałam. Mentalnie byłam zupełnie gdzie indziej.

Cały wzrok skupiłam na nim i zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem, nie zauważyłam tego wcześniej.

Ten głos – głęboki, męski głos, który w pracy tak bardzo mnie irytował, a wieczorami sprawiał, że traciłam nad sobą kontrolę .

Ta sylwetka, gęste, kasztanowe włosy, te usta, które prawiły mi tyle komplementów, a za dnia doprowadzały mnie do szału.

 

Agata, miałaś go cały czas obok, a szukałaś w internecie„.

 

Pokręciłam z niedowierzaniem głową.

Igor urwał w pół zdania wpatrując się we mnie zaintrygowany.

Podeszłam do niego bliżej.

 

Ja też się w tobie zakochałam

szepnęłam, obejmując go w pasie i wtulając się tak, jakby świat na chwilę przestał istnieć.

 

 

koniec

Przewijanie do góry