fragment opowiadania "CIENIE TOSKANII"
Naburmuszone wzięłyśmy zakupy i ruszyłyśmy w stronę budynku mieszkalnego.
Z daleka zobaczyłam grupkę ludzi stojącą przy basenie.
– Szybko się rozgościli – skomentowałam.
Gdy podeszłyśmy bliżej, okazało się, że jest to trzech młodych chłopaków. Pili piwo i o czymś dyskutowali, żywo gestykulując.
Jeden z nich pomachał przyjaźnie w naszą stronę.
– Cześć dziewczyny!
– No pięknie. I w dodatku jeszcze z Polski – zamruczała zirytowana Kasia. – Człowiek jedzie odpocząć od tego dziadostwa, a to dziadostwo nawet na końcu świata cię znajdzie.
Jak na zawołanie wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
– W sumie to nie takie dziadostwo, jak się dobrze przyjrzeć – stwierdziła z uśmiechem Marlena.
Przyjrzałam się im uważniej i musiałam przyznać jej rację.
Wszyscy trzej byli atrakcyjni i wysportowani. Sprawiali też wrażenie sympatycznych.
Oprócz jednego.
– Ten po lewej to chyba adresy pomylił – zauważyłam z przekąsem. – Ma minę, jakby siedział tu za karę.
– W takim razie jest twój – zarządziła rozbawiona Marlena.
Facet był przystojny, ale zdecydowanie zbyt cichy jak na mój gust.
Gdy pozostali dwaj wręcz przekrzykiwali się nawzajem, on siedział z boku, udając, że słucha, z nieobecnym wzrokiem, wyraźnie niezainteresowany tym, co działo się dookoła.
I może właśnie dlatego przyciągał moją uwagę bardziej niż pozostali.
